Reklama

Strona główna

Wisła szyta na miarę polskiego budżetu. Kownacki dla Defence24: Chcemy uniknąć kosztownych błędów

Fot. R. Surdacki/Defence24.pl.
Fot. R. Surdacki/Defence24.pl.

Letter of Request został skonstruowany w taki sposób, aby mógł zostać na późniejszym etapie uzupełniony o konkretne elementy, a cena systemu była adekwatna do możliwości budżetu państwa polskiego. Jednocześnie położyliśmy nacisk na uniknięcie kosztownych błędów, które mogłyby negatywnie oddziaływać na polską armię przez kilkadziesiąt lat. – mówi w rozmowie z Defence24.pl o negocjacjach w sprawie systemu Wisła Bartosz Kownacki, sekretarz stanu w MON.

Jędrzej Graf: Panie Ministrze, Szef MON Antoni Macierewicz ogłosił decyzję o wysłaniu do Stanów Zjednoczonych Letter of Request (LOR) w sprawie pozyskania zestawu obrony powietrznej Patriot w nowej konfiguracji. Czy to przełom w postępowaniu na dostawę systemu Wisła?

Bartosz Kownacki, sekretarz stanu w MON: Po pierwsze musimy sobie uświadomić, że Polska na pewno potrzebuje systemu obrony przeciwpowietrznej, gdyż obecnie nie posiada takiego systemu. Zdolności w tym zakresie są całkowicie niezbędne z punktu widzenia obronności i bezpieczeństwa państwa, zarówno w odniesieniu do zestawu krótkiego, jak i średniego zasięgu. Można było się więc spodziewać takiej decyzji. Przez ostatnie 9 miesięcy toczyliśmy rozmowy z Amerykanami, zarówno ze stroną rządową jak i przemysłem, w celu zbadania celowości wysyłania Letter of Request. Przejście do tego etapu oznacza uruchomienie pełnej procedury rządu Stanów Zjednoczonych, jak i procesu biznesowego. Dziś w wyścigu o kontrakt na system Wisła Raytheon rzeczywiście prowadzi, gdyż jest to najbardziej prawdopodobny wybór. Nie oznacza to jednak, że ten partner na pewno będzie wybrany jako dostawca zestawu rakietowego obrony powietrznej średniego zasięgu. 

Czytaj więcej: Nowy Serwis Specjalny MSPO.Defence24.pl - Najnowsze informacje i analizy z Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach. Zapraszamy!

Przez ostatnie dziewięć miesięcy wykonano bardzo dużą pracę, choć pojawiały się sugestie, aby rozpocząć od wysłania Letter of Request i następnie prowadzić rozmowy. Obrane podejście pozwoliło jednak na uzyskanie gwarancji, o których mówił pan minister Macierewicz, czyli 50-procentowego udziału polskiego przemysłu, transferu de facto wszystkich technologii, których domagała się strona polska. Na początku była mowa o 57, obecnie uzyskano wstępne porozumienie odnośnie 52, 53 obszarów. Są jeszcze dodatkowe technologie, na które złożyliśmy zapotrzebowanie i oczekujemy, że zostaną przekazane – może mniejszego znaczenia, chociaż też istotne dla polskiego przemysłu. Obecnie ewentualna odmowa przekazania tych technologii byłaby trudniejsza dla strony amerykańskiej, gdyż w fazie poprzedzającej wysłanie LOR złożono deklaracje o możliwości ich transferu. Dlatego mamy teraz znacznie lepszą pozycję negocjacyjną. Szansa, że ten kontrakt dojdzie do skutku, jest dziś dużo większa, niż gdybyśmy zdecydowali się na wysłanie wniosku dziewięć miesięcy temu. Podkreślam, że nie jest to równoznaczne z ostatecznym wyborem Raytheon. Jeszcze daleka droga przed tą firmą, a inne podmioty są nadal w grze.

Strona polska istotnie postawiła wysokie wymagania Stanom Zjednoczonym, zarówno w zakresie konfiguracji systemu i terminu dostaw, ale też współpracy przemysłowej. W USA ma miejsce analiza alternatyw dotycząca niektórych elementów systemu obrony powietrznej, prowadzone są prace nad kolejnymi modernizacjami. Czy istnieje wariant, w którym Stany Zjednoczone zadeklarują, że nie ma możliwości realizacji tego harmonogramu?

Nie spodziewam się, żeby Amerykanie odpowiedzieli, że nie są w stanie dostarczyć systemu zgodnego z naszymi wymogami, ale postawione warunki oczywiście mogą wywrzeć znaczący wpływ na cenę, w tym potencjalny wzrost kosztów. Dlatego Letter of Request został skonstruowany w taki sposób, aby mógł zostać na późniejszym etapie uzupełniony o konkretne elementy, a cena systemu była adekwatna do możliwości budżetu państwa polskiego. Jednocześnie położyliśmy nacisk na uniknięcie kosztownych błędów, które mogłyby negatywnie oddziaływać na polską armię przez kilkadziesiąt lat. Dlatego kiedy wysyłamy zapytanie dotyczące ośmiu baterii, to mówimy o dwóch pierwszych w istniejącej konfiguracji – bez radaru dookólnego, ale z systemem IBCS. Oceniamy bowiem, że do 2018 roku system IBCS znajdzie się on w armii amerykańskiej. Jest on jednocześnie bezwzględnie potrzebny, aby mówić o skuteczności zestawu Patriot na dzisiejszym polu walki. Kolejną kwestią jest udział polskiego przemysłu. Chcielibyśmy, żeby już przy dwóch pierwszych bateriach ten udział polskiego przemysłu był na poziomie bliskim 50%. Konieczna jest jednak tutaj ocena możliwości transferu technologii, przystosowania zakładu. Jeżeli chcemy otrzymać te baterie do 2019, 2020 roku, powstaje pytanie, czy krajowe przedsiębiorstwa będą w stanie temu sprostać. I jest to pytanie raczej nie do Amerykanów, ale do polskich zakładów - czy uda im się przygotować. 

Nadal nie wybrano też przyszłego radaru obrony powietrznej średniego zasięgu dla US Army.

Po pozyskaniu drugiej baterii chcemy mieć możliwość podjęcia decyzji odnośnie radaru dla kolejnych zestawów. Zakładamy, że zdecydujemy się na zakup radaru dookólnego, jeżeli będzie na wyposażeniu armii Stanów Zjednoczonych lub innych armii, bądź też dostępny na rynku. Chcemy jednak uniknąć pozyskiwania indywidualnych rozwiązań w tym zakresie dla Polski. Jeżeli przyszły system radarowy zostałby jednoznacznie wskazany, wiązałoby się to z koniecznością poniesienia kosztów prac badawczo-rozwojowych rzędu nawet do 1,5 miliarda dolarów. Zapłacilibyśmy za ten radar, nie będąc jego właścicielami. To się nie opłaca. Jednocześnie wszystkie analizy wskazują, że musi powstać nowa stacja radiolokacyjna i musi ona mieć zdolność dookólnego wykrywania, śledzenia oraz zwalczania celów. Pozyskanie rozwiązania różnego od tego, które wybiorą Amerykanie bądź inni partnerzy na świecie spowodowałoby bardzo znaczny wzrost kosztów jego utrzymania. Polska musi pozyskać radar dookólny, ale w takiej wersji jaką będą mieli pozostali użytkownicy systemu Patriot.

Kwestia konfiguracji części elementów zestawu Wisła pozostaje zatem otwarta pomimo wysłania Letter of Request.

Na pewno otwarta będzie sprawa wyboru systemu radarowego. Jeżeli bowiem po dostarczeniu Polsce dwóch pierwszych baterii nie będzie w ogóle radaru dookólnego, to prawdopodobne jest pozyskanie kolejnych zestawów w istniejącej konfiguracji. Można ustalić, że docelowa stacja radiolokacyjna będzie dostarczona na przykład po zakupie trzeciej baterii, ale to już jest kwestia decyzji polskiego rządu. Zamierzamy uniknąć sytuacji, w której Polska byłaby indywidualnym i jedynym na świecie użytkownikiem radaru dookólnego. Jeżeli na przykład Raytheon zadeklaruje za rok, że dysponuje w pełni sprawną stacją radiolokacyjną nowej generacji i będzie wiadomo, że wejdzie ona na wyposażenie innych użytkowników Patriota, decyzja może zostać podjęta od razu, możnaby mówić o takim radarze od 2020-2022 roku. Kluczowym czynnikiem będzie ocena koszt-efekt, aby uniknąć ponoszenia nadmiernych nakładów finansowych, również związanych z utrzymaniem systemu. Mamy świadomość, że koszt radaru to około 70 – 90 mln dolarów w istniejącym wariancie. Szacujemy, że cena nowej wersji może wynieść około 110 – 120 mln dolarów, ale tylko pod warunkiem, że nie poniesiemy kosztów prac badawczo-rozwojowych. Decyzja w sprawie docelowego radaru będzie oznaczała wzrost kosztów  rzędu kilkudziesięciu mln dolarów, co biorąc pod uwagę skalę kontraktu może być do zaakceptowania. Natomiast znacznie poważniejszym problemem byłoby wygospodarowanie na zakup tego radaru 1,5 czy 2 mld dolarów (w ramach kosztów prac B+R – red.). 

Cena ostatecznej konfiguracji systemu Wisła nadal pozostaje więc nieznana. 

Zdecydowanie nie jest znana, posługujemy się szacunkowym kosztem. Prowadziliśmy z Amerykanami rozmowy na ten temat i przyjmujemy, że byłoby to mniej niż 7,5 mld dolarów. Podobna kwota jest wymieniana przez stronę amerykańską. Nasi partnerzy mówią jednak o przyjęciu ceny systemu w wersji do obecnej PAC-3+, natomiast po wprowadzeniu radaru dookólnego może ona wzrosnąć o kilkadziesiąt mln dolarów, być może blisko 200 mln.

Określenie całkowitego kosztu systemu nie jest więc dziś możliwe, gdyż nie jest znana cena radaru dookólnego. Nie wiadomo też, czy jego wykonawcą będzie Raytheon, czy będzie to produkt innej firmy, co wpłynie na konfigurację systemu. Musimy być otwarci na każdą z możliwości.

Mam nadzieję, że deklaracje Stanów Zjednoczonych pozwoliły na wstępne określenie ceny i w trakcie negocjacji zostanie ona jeszcze obniżona. Obecnie Amerykanie zastanawiają się, w jaki sposób możnaby zmniejszyć koszt systemu. Największy wpływ na całkowitą cenę wywierają rakiety. Można tutaj dokonać pewnych modyfikacji, dla pierwszych baterii nie potrzeba nadzwyczaj dużej liczby pocisków, co oczywiście zmniejszyłoby szacowany koszt. Istnieje też możliwość zakupu większej liczby rakiet o niższym koszcie. Raport Government Accountability Office mówi jasno, że system w obecnej konfiguracji nie pozwala w pełni wykorzystać możliwości pocisków PAC-3 MSE. Być może więc pozyskanie tych rakiet mogłoby zostać rozłożone w pewnej perspektywie czasowej.

Inspektorat Uzbrojenia ogłosił niedawno nowe postępowanie na zakup BMS, po anulowaniu wcześniejszego przetargu. Głównym wykonawcą ma być podmiot, pozostający pod kontrolą Skarbu Państwa. Minister Macierewicz poinformował jeszcze przed rozpoczęciem procedury, że system będzie realizowany poprzez zamówienie w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Czy oznacza to, że decyzja kierunkowa została podjęta? 

Dokładnie tak. Jak wiemy, dwa podmioty przez ostatnie dwa lata konkurowały ze sobą w sposób destruktywny, doprowadzając do ograniczenia zdolności polskiej armii, czy wręcz jej „uziemienia”. To nie może być dopuszczalne: gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Takie postępowanie działa też na szkodę naszych partnerów, których bardzo cenimy, zarówno z przemysłu państwowego jak i prywatnego. Trzeba konkurować w sposób rozważny i rozsądny. Konkurencja nie może szkodzić obronności i bezpieczeństwu państwa polskiego.

Po anulowaniu przetargu na system zarządzania walką, a wcześniej na bezzałogowce taktyczne średniego zasięgu Gryf i lekkie Orlik/Wizjer pojawiły się spekulacje, że nowe kierownictwo MON będzie faworyzowało przemysł państwowy kosztem prywatnego. Na ile te dwie decyzje wynikały z oceny sytuacji związanej z konkretnymi parametrami tych postępowań, a na ile wpisują się to w szerszą strategię? 

W kwestii systemów BMS musieliśmy zakończyć pewną patologię, która trwała od lat. Podjęliśmy trudną decyzję, ale takie rozstrzygnięcie było konieczne. Jeżeli chodzi natomiast o bezzałogowce, to sprawa jest otwarta. Rzeczywiście uważamy, że PGZ ma w tym zakresie pewien potencjał, ale jesteśmy otwarci i również Polska Grupa Zbrojeniowa, trzeba mieć tego świadomość, jest otwarta na współpracę z partnerami prywatnymi. Tutaj nie ma żadnego zagrożenia dla podmiotów prywatnych, tylko chęć współpracy między przemysłem prywatnym a przemysłem państwowym – po obu stronach. Ja mogę zagwarantować, że ze strony przemysłu państwowego jest wola współpracy z podmiotami prywatnymi, bo taka jest wola dzisiejszego kierownictwa. Jestem przekonany, że podobne nastawienie jest po stronie przedsiębiorstw prywatnych. Możemy osiągnąć nawet pewien efekt synergii, bo potencjałem dysponują nie tylko zakłady Polskiej Grupy Zbrojeniowej, ale także instytucje naukowo-badawcze, które są podległe Ministerstwu Obrony Narodowej.

Panie Ministrze, dziękuję za rozmowę.

Źródło:MSPO / MSPO Defence24
Reklama

Komentarze

    Reklama