Kryl po nowemu. Prezes HSW: idziemy w kierunku unifikacji [WYWIAD]

6 września 2021, 15:43
Kryl po nowemu. Prezes HSW: idziemy w kierunku unifikacji [WYWIAD]
Rosomak z wieżą ZSSW-30. Fot. HSW.

Wojsko, co potwierdzają nowe wymagania dotyczące Kryla, wciąż niezmiennie potrzebuje takiego środka ogniowego (…) Z naszych analiz wynika, że powinna to być haubica, w której zredukowana zostanie liczebność załogi, a więc powinien zostać wprowadzony automat ładowania. To wyznacza kierunek prac – podkreśla w rozmowie z Defence24.pl Bartłomiej Zając, Prezes Zarządu HSW SA. W wywiadzie mowa także o programach Borsuk i ZSSW-30, rozwoju Kraba i zaangażowaniu spółki w modernizację Wojsk Pancernych.

>>> MIĘDZYNARODOWY SALON PRZEMYSŁU OBRONNEGO MSPO 2021 - WIADOMOŚCI, ANALIZY, WYWIADY - SERWIS SPECJALNY DEFENCE24.PL <<<

Jerzy Reszczyński: Pierwsza wyprodukowana w HSW SA wyrzutnia rakietowa M903 systemu Patriot, nowa Platforma Minowania Narzutowego Baobab-K, moździerz M120 Rak na nowym podwoziu gąsienicowym, Artyleryjski Wóz Rozpoznania dla KMO Rak, uniwersalny samochód terenowy 4x4 oferowany we współpracy z Tatrą...

Bartłomiej Zając, Prezes Zarządu Huty Stalowa Wola SA: – ...tak, to wszystko są tegoroczne premiery HSW SA na MSPO 2021, nad którymi intensywnie pracowaliśmy przez ostatni okres, ale to nie wszystkie nasze produkty dla wojska. Myślę, że nie jest najważniejsza ilość prezentowanych wyrobów, ale to, co w ramach ich rozwoju zostało zrobione, a co czasami umyka uwadze obserwatorów koncentrujących się na premierach. Przypomnę, że wystawiamy także m.in. doskonale już znany, startujący do nagrody Defender, bezzałogowy system wieżowy ZSSW-30, który ma już za sobą pomyślnie zakończone wojskowe badania kwalifikacyjne, że kilka tygodni temu zawarliśmy bardzo ważny dla naszej obronności kontrakt licencyjny z koncernem Rheinmetall Waffe Munition GmbH, za sprawą którego będziemy producentem i dostawcą dla polskiego wojska m.in. luf do armat polskich Leopardów oraz wejdziemy w łańcuch dostawców globalnej firmy pancernej. To, a także dynamicznie realizowany program Nowego Pływającego Bojowego Wozu Piechoty Borsuk oraz terminowo realizowane dostawy systemów artyleryjskich Regina i Rak, którymi teraz chwali się już nie tylko HSW, ale MON, wiernie odzwierciedla, mam nadzieję, pozycję i znaczenie naszej spółki tak w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, jak i w całym polskim przemyśle obronnym.

image
Pojazd 4x4. Fot. HSW.

… jednocześnie jednak nie może budzić zdumienia i domysłów nieobecność na MSPO NPBWP Borsuk, którego „dojrzewanie”, od narodzin pierwszego prototypu, mogliśmy właśnie na Salonie obserwować co roku…

To prawda, w tym roku Borsuka nie eksponujemy. Nie była to łatwa decyzja ani dla HSW SA, ani PGZ, bo dla obydwu tych podmiotów Borsuk jest znaczącym i uzasadnionym powodem do dumy, i obydwa wiążą z nim wielkie nadzieje. Działanie to spowodowane jest jednak koniecznością jak najszybszego zakończenia badań wstępnych, następnie rozpoczęcia badań kwalifikacyjnych tego oczekiwanego przez Siły Zbrojne produktu. Dlatego, wspólnie z MON uznaliśmy, że Borsuk nie powinien na czas MSPO przerywać już trwających, bardzo intensywnych badań, mających fundamentalne znaczenie dla rozwoju i doskonalenia tej konstrukcji.

Wspólnie uważamy, że należy możliwie jak najszybciej zrealizować przewidziany zakres programu badań i jak najstaranniej dopracować wóz i jego systemy tak, aby spróbować ograniczyć do minimum liczbę i zakres uwag w trakcie i po przeprowadzeniu badań kwalifikacyjnych. Ergo: wojsko chce mieć po prostu BWP jak najwcześniej i jak najlepszy. Dodam, że do HSW wpływa tak wiele zaproszeń do zaprezentowania najnowszego, i chyba najciekawszego w ostatnich latach europejskiego BWP, że gdybyśmy reagowali na wszystkie, nie byłoby kiedy prowadzić badań i rozwoju wozu. Wspólnie z MON podjęliśmy również decyzję, że także po MSPO 2021 Borsuka wyłączamy z wszelkich tego rodzaju eventów. 

Skoro Borsuka nie zobaczymy, to powiedzmy, w którym miejscu rozwoju programu on jest, i jakie są najbliższe wobec niego plany…

Jak wspomniałem, MON mocno akcentuje to, iż chce widzieć Borsuka jak najprędzej w badaniach kwalifikacyjnych, które powinniśmy, jak zakładamy, rozpocząć w drugim kwartale 2022 r., po zakończeniu trwających właśnie badań zakładowych. To oznacza gotowość wozu do produkcji seryjnej około połowy 2023 r., co, jak sądzę, jest wynikiem bardzo dobrym, jeśli zważymy na to, że program ruszył 24 października 2014 r., i że na jego realizację konsorcjum, którym kierujemy, otrzymało pierwotnie 75 mln. zł, co stanowi ułamek nakładów na realizację podobnych programów w innych krajach. W tej kwocie musiały zawrzeć się także koszty badań podstawowych, jakich wcześniej nigdy w kraju nie prowadzono, trzeba było stworzyć np. podwaliny niektórych prac teoretycznych z dziedziny inżynierii materiałowej, cybernetyki itp. To znakomicie wzbogaciło potencjał wiedzy całego polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Co bardzo ważne, i co mogę ujawnić bez ryzyka ujawnienia tajemnicy – prowadzimy z MON i NCBiR rozmowy o ewentualnym potencjalnym rozszerzeniu umowy na pracę B+R z 2014 r. o kolejne cztery egzemplarze Borsuka, które zostałyby skierowane do tzw. eksploatacji nadzorowanej. To byłaby partia przedseryjna, poddana intensywnym badaniom eksploatacyjno-wojskowym, w trakcie których byłyby wypracowywane elementy użycia taktycznego tego nowego uzbrojenia oraz regulaminy i procedury związane z jego bieżącą eksploatacją, obsługą codzienną, resursami podzespołów itp. W tym czasie w HSW będzie opracowywana dla Borsuka DTW (Dokumentacja Techniczna Wyrobu), będą wprowadzane zalecenia z badań kwalifikacyjnych i będziemy mogli prowadzić przygotowania do produkcji, wymagające np. zamawiania niektórych części, podzespołów i podsystemów z okresem oczekiwania na dostawę wynoszącym nawet kilkanaście miesięcy.

image
Prezes HSW SA Bartłomiej Zając. Fot. HSW.

To w końcowym efekcie przyspieszy rozpoczęcie produkcji seryjnej i dostawy. O taki tryb wdrażania nowego BWP, ale także np. ZSSW-30, zabiegaliśmy od początku tych programów. Tuż po MSPO rozpoczniemy intensywne działania we współpracy z MON i NCBiR w celu uszczegółowienia i realizacji tych założeń. Pamiętajmy, że musimy elastycznie podchodzić do zmieniającego się otoczenia i warunków w których funkcjonujemy, w tym związanych z pandemią COVID-19 ale przede wszystkim z bezpieczeństwem państwa.

Oczekiwano, że podczas Salonu mieć będzie premierę lekka, otwarta odmiana wieży ZSSW-30, pomyślana głównie jako oferta HSW SA dla programu ograniczonej modernizacji leciwych „bewupów” BMP-1…

Konstrukcja wieży jest w trakcie opracowywania, w ostatnich tygodniach finalizowaliśmy umowy z firmami, które będą partnerami tego projektu jako wykonawcy i dostawcy specjalistycznych podsystemów. Myślę, że bez większego pośpiechu jesteśmy w stanie przekuć opracowywaną właśnie dokumentację konstrukcyjną w pełnowartościowy prototyp. Obecnie siły i środki koncentrujemy na zakończeniu projektu ZSSW. Nie znajdujemy argumentów przemawiających za jakąś wyjątkową koncentracją wysiłków na projekcie wieży lekkiej. Projekt został rozpoczęty, a prototyp powstanie. Czy znajdzie zastosowanie podczas ewentualnej modernizacji BWP-1? Mam na ten temat swoje zdanie, ono nie zawiera bezkrytycznego entuzjazmu dla tego pomysłu... 

Kilka tygodni temu rozgłos nadano podpisaniu umowy offsetowej dotyczącej programu Wisła, gdzie beneficjentami po stronie polskiej ma być siedem podmiotów, w tym HSW SA. Czy to oznacza, że w ramach tego porozumienia Huta ma rozwiązaną kwestię praw do produkcji armaty Bushmaster IIS do systemu ZSSW-30?

Niestety, nie oznacza. Armata do naszego systemu wieżowego, pomimo naszych starań, nie znalazła się w pakiecie rozwiązań objętych umową offsetową. Nie chcę wdawać się w dywagacje dotyczące przyczyn takiego stanu rzeczy i tego, na ile są one projekcją relacji pomiędzy Raytheonem, gospodarzem programu offsetowego, a Northrop Grummanem, właścicielem praw do armaty. Temat produkcji armaty jest nadal otwarty, jego rozwiązanie pozostawiono nam w obszarze działań o charakterze biznesowym. Pracujemy nad rozwikłaniem go krok po kroku, biorąc pod uwagę m.in. etapowanie procesu przejmowania produkcji Bushmastera w HSW, poprzez np. utworzenie centrum serwisowania tej armaty i budowę niezbędnej do tego infrastruktury, a następnie ośrodka badań, co wymagać będzie pewnych inwestycji w niezależną od pobliskich poligonów infrastrukturę. Obiekty takie jak chociażby tunel do prowadzenia strzelań testowych itp. Chcemy, aby umożliwił on nam badania armat o kalibrach od małych 7,62 aż do30-35-40 mm. Budowa takiej infrastruktury na terenach własnych wydaje się koniecznością w świetle niedawno, podpisanej przez Prezydenta RP właśnie w Stalowej Woli, ustawy o przeznaczeniu blisko 1000 ha terenów w sąsiedztwie HSW na potencjalne inwestycje, o które zabiega miasto. 

...a więc Huta chce mieć ośrodek badań dynamicznych armat także takich jak Bushmaster IIS, ale też KDA-35? 

Chcąc rozwijać nasze kompetencje w dziedzinie armat taki ośrodek jest niezbędny, również gdy mówimy o armacie KDA, tej której licencję na produkcję kupił wiele lat temu PIT-RADWAR z myślą o programie Loara i tej w której wciąż jest znaczny potencjał, tylko częściowo wykorzystywany w takich konstrukcjach jak A-23/AM-35/AG-35, choć z powodzeniem może zastępować w wojsku leciwą już armatę S-60 kal. 57 mm. My widzimy ją jako potencjalny środek artyleryjski nowego systemu mobilnej osłony przeciwlotniczej, tworzony w ramach programu Sona, który jest dziś w fazie koncepcyjnej. Ta broń, co udowodniły już testy Loary wiele lat temu, posiada ogromne możliwości w zwalczaniu zagrożeń typu RAM/C-RAM, czyli zwalczania na bliskim dystansie pocisków z broni moździerzowej, rakietowej, także w tzw. zimnej fazie lotu, bomb, amunicji krążącej oraz dronów i rojów dronów. Jesteśmy gotowi wspierać właściciela licencji i PGZ we wszelkich działaniach zmierzających do jej wykorzystania.

Na razie jednak koncentrujemy nasze wysiłki na programach, za które wzięliśmy odpowiedzialność. Także na tych obszarach, które dotychczas nie były przez nas intensywnie eksplorowane, a w których polskie wojsko sygnalizuje swoje potrzeby. Są one związane z dalszą automatyzacją i robotyzacją pola walki, a więc np. studiami nad tworzeniem bezzałogowych platform bojowych czy wdrażaniem nowych rodzajów napędów do już wytwarzanych i projektowanych jednostek sprzętu bojowego i pomocniczego. Choć podstawowym obszarem zainteresowania HSW tradycyjnie są Wojska Rakietowe i Artyleria, czyli to, na czym opiera się nasza tożsamość, historia, i przede wszystkim produkcja bieżąca, już jesteśmy obecni w nowych dla nas obszarach, na które wprowadzamy takie wyroby dla Wojsk Lądowych jak ZSSW-30 i NBPWP. Już mamy, i w najbliższym czasie mieć będziemy jeszcze więcej, kolejne atrakcyjne propozycje dla Wojsk Inżynieryjnych. Ten kierunek rozwoju spółki związany jest m.in. z włączeniem do niej już z dniem 1 grudnia dęblińskich Wojskowych Zakładów Inżynieryjnych.

image
Fot. HSW.

Wróćmy jednak do poprzedniego wątku… Czy, jak w programie Sona, miejsce w programie Narew Huta Stalowa Wola ma także na razie niedookreślone?

Program Narew jest wyzwaniem dla całego polskiego przemysłu zbrojeniowego skupionego wokół PGZ, ale nie tylko.  To olbrzymi projekt który będzie realizowany przez wiele lat. Przemysł, ale również i MON przy jego realizacji musi się wykazać dużą skutecznością i determinacją w prowadzonych działaniach, zdolnością do planowania ale i elastycznością w realizacji. Skala i charakter tego projektu to swoisty egzamin dojrzałości dla „polskiej zbrojeniówki”. To najnowocześniejsza technika, ale i ogromny biznes uwzględniający również podmioty zagraniczne.  My swoje możliwości definiujemy przez programy, w których bierzemy udział, a także przez zdolność do elastycznej, kreatywnej współpracy z firmami branży zbrojeniowej ze wszystkich praktycznie stref świata, będąc licencjobiorcami lub partnerami technicznymi. Współpracowaliśmy, lub współpracujemy, z Amerykanami przy wyrzutni rakietowej M903 oraz, mam nadzieję, armacie 30/40 mm, z Niemcami przy armacie czołgowej Rh120, lufach do Kraba czy wozach dowodzenia do Reginy, z Brytyjczykami przy wdrażaniu systemu wieżowego Kraba wiele lat temu, z Koreańczykami przy podwoziu Kraba, z Izraelem przy Krylu, ale i przy integracji ppk Spike z ZSSW-30. 

Udowodniliśmy wielokrotnie, że potrafimy być elastyczni, konsekwentni, ale i kreatywni. Rolę HSW w projekcie Narew definiuje umowa Konsorcjum jaka została zawarta przez spółki partycypujące w przedsięwzięciu, ale również umowy wykonawcze jakie są jeszcze do przygotowania i podpisania. Krok po kroku ramię w ramię z MON będziemy budowali potencjał tego projektu. Jesteśmy do dyspozycji. Na pewno damy sobie radę, tak jak radzimy sobie przy Wiśle. Mam na myśli zarówno produkcję i integrację wyrzutni, jak i system transportowy Patriota. Podobną rolę możemy pełnić w programach Narew i Sona, a w tym ostatnim dodatkowo, jak wspomniałem, możemy aktywnie uczestniczyć we wszystkich fazach opracowania artyleryjskiej części systemu, do czego mamy kompetencje, udowodnione np. przy ZSSW-30. 

Po co Hucie potrzebne jest wchodzenie po raz kolejny do tej samej rzeki, czyli przygotowanie do produkcji luf czołgowej armaty gładkolufowej 125 mm?

Mogę potwierdzić, że wspólnie z WITU pracujemy nad takim projektem, i nie będzie on miał nic wspólnego z licencją na armatę 2A46, która stanowi uzbrojenie czołgów z rodziny T-72, których Polska, także w odmianie PT-91 Twardy, ma wciąż sporo na uzbrojeniu, i które jeszcze przez kilka co najmniej lat mają być eksploatowane. Po co nam to? A po to, że wojsko wciąż ma te czołgi, wciąż ich używa, i wciąż zużywa lufy. A tych nie produkuje obecnie w tej części świata nikt, włącznie ze Słowacją, skąd sprowadzaliśmy armaty Rapira w czasie, kiedy masowo produkowaliśmy w Gliwicach „siedemdwójki”. HSW tych armat nie produkowała, nie ma więc ich dokumentacji, zatem i nie „wchodzi do tej samej rzeki”. Ale wraz z WITU opracujemy własną, polską, autorską dokumentację luf. Z technologią ich produkcji HSW sobie bez trudu poradzi. Zakładamy, że wdrożenie do produkcji prawie 6,-5-metrowej lufy do „czołgów z rodziny T” pozwoli nie tylko podtrzymać gotowość bojową posiadanych przez Polskę czołgów tej klasy, ale też zaoferować ją odbiorcom spoza Polski. O tym, że jest to wciąż atrakcyjny rynkowo produkt, świadczą liczne zapytania o możliwość jego zamawiania z wielu krajów. 

Czy to oznacza, że armaty naszych przestarzałych czołgów będą mieć większe niż dziś możliwości?

Główny cel tej inicjatywy jest inny. Proszę rozróżnić pojęcia: produkcja wymiennych luf, a modernizacja armaty. Pierwsze jest stosunkowo proste i możliwe do szybkiego „ogarnięcia”. Modernizacja armaty oznacza ingerencję nie tylko w lufę, ale i w inne elementy i armaty, i wieży czołgu. A to już zupełnie inna bajka. Nie mówię, że się tego boimy, ale mówię, że takie postępowanie musiałoby mieć swój ekonomiczny sens. Choćby w kontekście tego, iż z formalnego punktu widzenia byłaby to praca porównywalna do badawczo-rozwojowej, skutkująca m.in. koniecznością przechodzenia długotrwałych i kosztownych badań typu, jak nie pełnej kwalifikacji. Rozpoczęta dziś praca mogłaby przynieść efekt produkcyjny dopiero za kilka lat. Moim zdaniem to nie ma sensu, tym bardziej, że nie usunie to innych, ważniejszych wad T-72, które akurat nie są związane ze skutecznością samej armaty.

image
Moździerz M120G Rak na podwoziu gąsienicowym nowej generacji. Fot. HSW.

Właśnie… Skoro tak, to dlaczego HSW nie stanie się liderem programu Wilk, i nie pociągnie za sobą grupy firm, które podjęłyby się opracowania nowego polskiego czołgu? To, co Huta zrobiła w programach Borsuk i ZSSW-30, postęp w polonizacji podwozia do sh Krab oraz potencjał nowoczesnej lufowni rozbudzają w niektórych przepotężne apetyty na rodzimy czołg…

A kiedy, po II wojnie światowej, Polska opracowała i wdrożyła do produkcji rodzimej konstrukcji czołg, albo zaproponowała realistyczny projekt takiego czołgu? Nigdy. Wszystko co robiliśmy opierało się o powierzoną dokumentację, a wszyscy Ci którzy to pamiętają w zasadzie są już dawno emerytami. A nasze doświadczenia, z których jesteśmy przecież dumni? Powiem wprost: my, w HSW, nie jesteśmy cudotwórcami. Technice zresztą nie jest po drodze z tym słowem. Huta nie ma doświadczenia w projektowaniu tego rodzaju konstrukcji. Program BWP Borsuk pokazał nam jak na dłoni, jak skomplikowane jest zaprojektowanie od podstaw tak złożonej konstrukcji jak bojowy wóz piechoty, i jak dużego potrzeba wysiłku, aby rozwiązywać pojawiające się po drodze problemy. Poradziliśmy sobie, ale właśnie to daje nam prawo mówić o tym, jak trudne jest to zadanie.

To nie przemysł, ale Ministerstwo Obrony Narodowej powinno określić, jaką drogą mamy zmierzać do celu, powinno określić ścieżkę i cele, a przemysłowi dać szansę doboru odpowiednich narzędzi. Państwo, poprzez struktury MON, powinno określać doktrynę militarną, potrzebę realizacji określonych zadań, Czy, jeśli zamierzamy utrzymywać formacje pancerne, będziemy opierać się na zakupie gotowych czołgów z tzw. „półki”, czy wejdziemy we współpracę z innymi państwami, czy postawimy na samodzielność w poszukiwaniu rozwiązań, także projektowych? O tym nie może decydować przemysł. To jest pole decyzji strategicznych, politycznych, również na podstawie danych do których przemysł nie ma dostępu bo są one zbyt ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Przy takich decyzjach zarówno czas jak i sposób finansowania są czynnikami kluczowymi.

Zakup bezpośredni jest rozwiązaniem najprostszym, najmniej pracochłonnym i czasochłonnym, ale najczęściej też najkosztowniejszym i wnoszącym najmniej do rodzimego przemysłu. Nie można zapominać w tym rozwiązaniu o logistyce która jest bardzo istotna z punktu widzenia utrzymania zdolności bojowej zakupionego sprzętu. Na drugim biegunie jest podjęcie się od podstaw prac nad własnym czołgiem. To jest droga najbardziej długotrwała, często najkosztowniejsza, ale też pozostawiająca najwięcej w rodzimym przemyśle, a tym samym – w budżecie naszego państwa. Obawiam się, że jest ona dziś poza możliwościami polskiego przemysłu. Czołg to nie tylko armata, pancerz i układ jezdny, bo z tymi elementami HSW ma od dawna do czynienia. Co nie zmienia faktu, iż my nie mamy doświadczenia w projektowaniu i konstruowaniu oraz integrowaniu kilkudziesięciu bardzo skomplikowanych, współdziałających ze sobą precyzyjnie podsystemów odpowiadających za funkcjonowanie czołgu, od mechanizmów zapewniających poruszanie się z określonymi parametrami i odporność opancerzenia wszystkich podzespołów czołgu, poprzez systemy orientacji przestrzennej, rozpoznania, naprowadzania na cel, łączności, samoobrony i samoosłony pojazdu, elementów wykonawczych, systemów bezpieczeństwa załogi itp. Sztuką samą w sobie jest nie tylko zaprojektowanie np. bardzo skomplikowanych systemów elektronicznych, ale też sprawienie, aby zebrane w jeden bardzo skomplikowany system elementy działały niezawodnie, skutecznie i efektywnie. Wiele z tych rozwiązań wymaga przeprowadzenia czasochłonnych i kosztownych badań podstawowych, dociekań naukowych, jeśli niemożliwe okaże się zakupienie kosztownych licencji np. na pancerz, napęd czy ASOP, system celowniczy itp. 

Myślę, że jeśli cały polski przemysł obronny zjednoczyłby siły, to efekt mógłby być widoczny za 10-15 lat. Mówię to na podstawie własnych doświadczeń z BWP Borsuk, programem Krab ale przede wszystkim doświadczeń krajów, które zajmują się od dawna tworzeniem takich systemów uzbrojenia, a nie krajów, które produkowały czołgi na podstawie licencji, których przez długi czas nie wolno było rozwijać. Kto dziś potrafi oceniać, jakie wymagania w stosunku do czołgu należy postawić dziś, aby za 10-15 lat były one wciąż aktualne? Jaka będzie rola czołgu w działaniach bojowych za 10-15 lat? Jak zaprojektować czołg przyszłości, aby mądrze uwzględnić w dzisiejszym projekcie potencjał modernizacyjny pod kątem wymagań, których dziś nikt jeszcze nie zna? Jak będą, w kontekście cyfryzacji, automatyzacji i robotyzacji coraz większej liczby systemów uzbrojenia, wyglądać armie świata za 10-15 lat, skoro dziś dociera do nas, że jesteśmy dopiero na progu „rewolucji dronów”? Kto ma dziś tak dalekosiężną wizję sił zbrojnych i działań zbrojnych? Na końcu trzeba postawić pytanie, a ile to będzie kosztować? To są realne problemy, a nie to, czy da się z podwozia haubicy Krab zrobić czołg lepszy od Leoparda, Abramsa, Altaya, Czarnej Pantery, Challengera, Leclerca, Merkavy czy Armaty… Jesteśmy w HSW realistami, nauczyliśmy się nie obiecywać czegoś czego nie da się tak łatwo zrobić. Nie wybieramy się z motyką na słońce, nie obiecujemy gruszek na wierzbie.

Natomiast jest jeszcze inna opcja: współpraca z zagranicznym partnerem, mającym odpowiednie doświadczenie w takich projektach. Tak robią dziś nawet tak doświadczone w branży czołgowej państwa, jak Francja i Niemcy, które jednoczą siły, rozkładają obciążenia, łączą doświadczenia i potencjały. To jest także dla nas jakaś wskazówka. Jeśli takie rozwiązanie zostanie wybrane, rolę HSW SA w takim projekcie widzę jako bardzo ważną w odniesieniu do części artyleryjskiej, czyli armaty i elementów systemu wieżowego. Wspólnie z PGZ i jej spółkami analizujemy różne scenariusze i deklaruję, iż HSW ze swoich zadań wywiąże się, jak zwykle, odpowiedzialnie. Tak, jak MON, prowadzimy własne analizy, znamy mocne i słabe strony każdej z dostępnych obecnie w naszej części świata konstrukcji. Ale to nie znaczy, że deklarujemy gotowość do opracowania od podstaw własnej, lepszej od nich. Mamy swoje zadania, staramy się z nich wywiązywać jak najlepiej, tak jak do tej pory.

Sporo niejasności pojawia się wokół zasad, na jakich polskie MON będzie kupować, jeśli zechce, oczywiście, lufy L44 do armat Rh120 czołgów Leopard 2.

Chętnie je rozwieję: polskie MON, czy wskazana przez MON instytucja, może zamawiać lufy bezpośrednio u nas, a nie, jak czasem się błędnie podaje, za pośrednictwem Rheinmetalla. Jest pytanie, czy zechce…na to liczymy.. Niemniej – warto przypomnieć, że na dostawę lufy L44 do armaty Rh120 niemiecki producent obecnie każe oczekiwać od kilkunastu do kilkudziesięciu miesięcy i raczej mierzy się to w latach. My możemy je dostarczać w czasie bez jakichkolwiek porównań krótszym. Tak, jak zresztą zapasowe lufy do Kraba czy Raka. Robimy swoje, uruchamiamy proces opracowania pierwszej lufy do kwalifikacji i na tym się koncentrujemy. Czekamy na kontakt z MON i rozmowy o zabezpieczeniu potrzeb SZ RP w tym zakresie. 

Fot. R. Surdacki/Defence24.pl
Fot. R. Surdacki/Defence24.pl

Skoro znów wracamy do obszaru zagadnień artyleryjskich… Czy jest tajemnicą, w jakim kierunku HSW prowadzi prace związane z modernizacją i rozwojem sh Krab, i jaki jest zakres tych prac? Pojawi się zatem umowny Krab 2.0 z lufą o długości 58 czy 62 kalibrów, automatem ładowania, itd.?

To nie jest takie proste. To, jaki ma być kierunek i zakres rozwoju Kraba, w znacznym zakresie zależy od tego, czego oczekuje od nas MON. Tam powinny być definiowane wymagania dotyczące stawianych przed artylerią zadań taktycznych, wymagających np. zwiększenia donośności. To wymaga nie tylko wydłużenia lufy, ale też przekonstruowania pozostałych części armaty, np. zwiększenia pojemności komory nabojowej, wzmocnienie czopów, nowych oporopowrotników, mocniejszych mechanizmów. Niemniej – potwierdzam, iż pewne prace w tym kierunku są prowadzone, zmierzają one do usprawnienia funkcjonalności Kraba, także drogą dalszego automatyzowania pracy armaty. To doprowadzi do zmniejszenia liczebności załogi haubicy, co jest naszą odpowiedzią na dość znane dobrze problemy związane z obsadami załóg wozów bojowych, nie tylko Krabów, co wynika wprost z trendów demograficznych.

A może Pan Prezes ujawnić, w jakim punkcie swojego żywota technicznego jest program lekkiej samobieżnej haubicy kołowej 155 mm Kryl?

Przypomnę, że program lekkiej sh 155 mm Kryl na podwoziu kołowym został aktywowany w 2011 r., kiedy Polska i jej Siły Zbrojne były poważnie zaangażowane w misje zagraniczne. Wtedy część decydentów była zafascynowana rzekomymi cudownymi możliwościami haubicy Caesar francuskiego Nextera w zakresie tzw. aerotransportowalności. To wpłynęło na stawiane wymagania, w których była m.in. zdolność do transportu lotniczego kompletnego Kryla na pokładzie samolotu C-130 Hercules. Skłoniło nas to do wejścia we współpracę z Elbitem. Zaproponował nam przekonstruowaną specjalnie pod nasze wymagania haubicę ATMOS 2000, do której Jelcz zaprojektował i wykonał podwozie. 

Ono musiało spełniać wyśrubowane wymagania dotyczące masy i wymiarów, co wymagało m.in. zastosowania unikatowych w tym okresie rozwiązań konstrukcyjnych i materiałowych. Takiego Kryla stworzyliśmy w roku 2014. I co? I wtedy zaczęły się problemy. Choć Kryl od 8 lat istnieje, jeździ, strzela, wojsko straciło zainteresowanie nim w takim wydaniu. Kolejne aneksy rozwlekły program w czasie, wymagania też były dość zaskakująco modyfikowane. Ostatecznie, jak wiemy, polskie kontyngenty wojskowe wycofano i z Iraku, i z Afganistanu. Przestała istnieć pilna potrzeba posiadania środka wsparcia artyleryjskiego klasy „ekspedycyjnej”.

Niemniej – program teoretycznie trwa do roku 2022. Co z nim będzie, skoro nie da się nawet przeprowadzić badań kwalifikacyjnych, w których dla świętego spokoju i uczynienia zadość procedurom projekt zostanie odrzucony, choć wpakowano weń ponad 28 milionów zł? 

Teoretycznie – tak. Praktycznie jednak są możliwości zamknięcia programu bez badań kwalifikacyjnych i rozliczenia go tak, aby HSW nie poniosła z tego tytułu niezasłużonych konsekwencji finansowych. Po prostu – przestała istnieć pilna potrzeba posiadania środka bojowego o zamówionych charakterystykach taktyczno-technicznych, zmieniły się wymagani współczesnego pola walki, a ostatecznie zatwierdzone wymagania powodują że tego prototypu nie da się rozwinąć w taki sposób aby je spełnił. 

To znaczy, że wojsko już nie chce kołowej haubicy 155 mm, o możliwościach drogiego i ciężkiego Kraba, ale 3-krotnie tańszej?

Nie. Wojsko, co potwierdzają nowe wymagania dotyczące Kryla, wciąż niezmiennie potrzebuje takiego środka ogniowego., i nic mi nie wiadomo, aby korekcie uległy pierwotne wymagania dotyczące pozyskania kilku DMO Kryl,  wraz z odpowiednią liczbą pojazdów towarzyszących. To bardzo poważna praca, i bardzo poważnie deklarujemy, że włączymy się w nią, jako w nową pracę rozwojową. Tym razem, mam nadzieję, bez niepotrzebnej już presji czasu, która była bardzo silna podczas prac nad „Krylem Pierwszym” i ze stabilnymi wymaganiami technicznymi.

Coś więcej na jej temat…?

MON będzie nadal dążyć do pozyskania kołowej haubicy samobieżnej 155 mm o cechach balistycznych porównywalnych z Krabem, o wymaganiach trakcyjnych, które jesteśmy w stanie spełnić z wykorzystaniem podwozia z Jelcza. Analizujemy, jaka może to być klasa podwozia, być może będzie to już 8x8, a nie 6x6, jak do tej pory. Z naszych analiz wynika, że powinna to być haubica, w której zredukowana zostanie liczebność załogi, a więc powinien zostać wprowadzony automat ładowania. To wyznacza kierunek prac. Jednocześnie skłania naszych konstruktorów do znalezienia „wspólnego mianownika” z konstrukcją haubicy Krab, w rozwoju której stawiamy sobie podobne cele. Ergo: widzimy rozwój obydwu konstrukcji w taki sposób, aby w możliwie dużym stopniu zostały one zunifikowane.

Oznacza to zupełnie nową armatę, wspólną dla Kraba i Kryla?

O szczegółach z oczywistych powodów dziś nie mogę mówić, ale za logiczne uważam to, aby jak największa część elementów obydwu konstrukcji była wspólna. Widzę możliwość zastosowania pewnych wspólnych rozwiązań, mających te same korzenie konstrukcyjne, ale nie wolno nam zapominać, iż jest oczekiwanie, że ta haubica ma być jak najlżejsza. Nie dam gwarancji, iż to nie będzie ograniczać możliwości przeniesienia rozwiązań automatu ładowania z Kraba do Kryla w stosunku 1:1. Dla ciężko opancerzonego Kraba bowiem nie było nigdy tak istotnych ograniczeń masowych, jak dla Kryla, choć, swoją drogą, w trakcie prac nad Krabem obniżyliśmy jego masę o ok. 4 tony drogą wymiany podwozia. Możliwości jest wiele. Powiedzmy sobie jasno: licencję na system wieżowy AS90/52, która stała się podstawą Kraba, Polska zakupiła od Brytyjczyków w lipcu 2001 r., a więc minął od tej pory dość konkretny czas. W tym okresie wprowadziliśmy szereg zmian i usprawnień nie tylko w samej wieży, ale również armacie co daje nam znakomity bagaż doświadczeń i wiedzy, którą z pewnością wykorzystamy przy Krylu. 

Czy dorobek wynikający z prac nad dość prekursorskim, choć również często kontestowanym za „brak wyglądu handlowego” podwoziem Kryla zostanie, jak to zakładano w roku 2014, spożytkowany w programie Homar, jeśli on zostanie wznowiony „ze znaczącym udziałem polskiego przemysłu?” 

Oficjalnie nic nam nie wiadomo o powrocie do programu Homar według dawnych założeń, w realizacji których HSW SA uczestniczyła w latach 2013-2016, kiedy byliśmy liderem konsorcjum, zanim tę rolę przejęła PGZ. Wówczas ten sam nośnik, jaki przewidzieliśmy dla Kryla, miał być nośnikiem dla wyrzutni rakietowej HIMARS. Skończyło się jak się skończyło, w 2019 r. HIMARS-a kupiono w trybie FMS, 18 wyrzutni pierwszego dywizjonu i 2 wyrzutnie szkolne mają zostać dostarczone do IV kwartału 2023 r., kolejne dwa dywizjony – do 2025 r. Nasza rola w tym programie jest dziś żadna, choć nikt nie powiedział, że zrezygnowano z planowanego od początku pozyskania 9 dywizjonów liczących łącznie ponad 160 wyrzutni. Nie wykluczam, że doświadczenia z etapu projektowania podwozia Kryla zostaną przez nas wykorzystane w innych programach, ale na tym etapie trudno o tym przesądzać. Życie nieustannie niesie nowe wyzwania, a my staramy się poszukiwać odpowiedzi na pytania, które dopiero zostaną zadane... 

Dziękuję za rozmowę.

>>> MIĘDZYNARODOWY SALON PRZEMYSŁU OBRONNEGO MSPO 2021 - WIADOMOŚCI, ANALIZY, WYWIADY - SERWIS SPECJALNY DEFENCE24.PL <<<

MSPO
MSPO
KomentarzeLiczba komentarzy: 0